Blog > Komentarze do wpisu

Już wrzesień

Co prawda wrzesień rozpoczął się rekordowymi jak na ten miesiąc upałami, ale później przyszła zmiana i dziś rano byłam zmuszona zrobić coś czego nie robiłam od kilku miesięcy... czyli ubrać kapcie :) Nadal śpię przy otwartym oknie, ale podłoga była tak zimna, że nie dało się inaczej chodzić. Wiadomo, zimne powietrze ciągnie do dołu, a że na termometrze wczoraj i dziś rano było zaledwie 13C (po 38C sprzed niecałego tygodnia, to pogodowa przepaść), więc powiało niemal arktycznym chłodem. 

Młody wrócił do szkoły, z wielkim bólem serca i niechęcią, choć ja osobiście się cieszę. Wolę kiedy ma ustabilizowany i poukładany tydzień; przynajmniej nie muszę tracić mnóstwa czasu i energii na odpędzanie go od komputera. Ostatnio zauważyłam, że zmienia mu się tendencja. Kiedyś rzadko chodził "po prośbie" do swojego taty i w ogóle miał z nim słaby kontakt. Sam o sobie mówił, że jest "synkiem mamusi". Ostatnio panowie znaleźli wspólny komputerowy temat i wczoraj usłyszałam, że w jakiejś tam sprawie na pewno zgodzi się z tatą, bo jest "synkiem tatusia"... A to ci odmiana :)

Wczoraj była tak okropna pogoda, że aż wybraliśmy się do marketu po brakujące rzeczy szkolne i jesienne ciuchy, choć staramy się zwykle bardziej rodzinnie spędzać niedziele. I powiem szczerze: gdyby lokale wyborcze były w centrach handlowych, frekwencja być może przekroczyłaby 50 procent. Takiego tłumu już dawno nie widziałam. Jak przed świętami. Albo to przez tę pogodę, albo przez powrót dzieci do szkoły, albo i jedno i drugie, ale lud ściągnął gromadnie. Poza standardowymi zakupami kupiłam też kolejne książki z mojej ulubionej serii, a wróciwszy do domu stwierdziłam, że potrzebuję kolejnej półki, bo już mi się sterty wszędzie walają. Ukochany twierdzi, że lepiej byśmy wyszyli, gdybym się zapisała do biblioteki, ale mi się jakoś nie chce tam chodzić, bo mają niezbyt duży wybór książek dla dorosłych; przeważnie królują książeczki dla dzieci i młodzieży ze szczególnym uwzględnieniem lektur szkolnych i tych aktualnych i wcześniejszych (przynajmniej w tej naszej najbliższej bibliotece). No chyba, że coś się zmieniło przez te kilka lat, bo ostatnio byłam tam w czasach jak zmienialiśmy miejsce zamieszkania i pojechaliśmy z Młodym na rekonesans po okolicy. Wtedy możliwości Młodego przerosły drzwi przeciwpożarowe, których nie mógł otworzyć. Dziś bez problemu dałby radę, więc zdaje się, że moje wiadomości są trochę stareńkie...

Pogoda na dworze przejaśnia się. Zza chmur wychodzi słońce. Może jednak poprawi się do najbliższego weekendu, bo chciałabym się wybrać na róże (Młody w zeszłym roku pokochał herbatę z róży, takiej prawdziwej). A poza tym śliwki czekają... Będą knedle, powidła, śliwki w occie i placek drożdżowy ze śliwkami :) Mniam. Już się nie mogę doczekać.

poniedziałek, 07 września 2015, mojeosobiste34

Polecane wpisy