RSS
wtorek, 11 lipca 2017

Nigdy nie grzeszyłam jakąś wyjątkową aktywnością na blogu, ale jednak od czasu do czasu coś napisałam. Tym razem okazuje się, że zrobiłam sobie urlop od kwietnia. No cóż, nie będę się tłumaczyć. Widocznie tak miało być. Tym bardziej, że poza porą roku niewiele się u mnie zmieniło. To znaczy, oczywiście, zmieniają się ciuchy, buty, zwyczaje żywieniowe, humor (zdecydowanie lepszy przy ładniej pogodzie)... Ba, nawet zmienił mi się gust muzyczny. A może nawet nie zmienił, tylko zatoczył kółeczko i wrócił trochę do dawnych lat...

Co tu jeszcze? Ostatnio zmieniło mi się ubezpieczenie ;) Nie bardzo miałam na to wpływ, a właściwie nie miałam żadnego poza możliwością rezygnacji, albo akceptacją zmian. Ale za to poczytałam sobie trochę o warunkach ubezpieczenia. To też u mnie nowość, bo do tego typu pism, podobnie jak do instrukcji obsługi mam duży dystans. A właściwie miałam - to kolejna zmiana. Bo zaczęłam czytywać także instrukcje obsługi. Zaczęło się od lodówki :) Przeczytałam, a jakże. Doszłam do wniosku, że osoby piszące te instrukcje albo są upośledzone umysłowo (nie obrażając osób upośledzonych, bo to choroba jak inne, tyle że co tu kryć, zmieniająca sposób postrzegania świata), albo adresują tekst do upośledzonych umysłowo, albo mają duże poczucie humoru... A może wszystko naraz. Jeszcze 10-20 lat temu śmialiśmy się z amerykańskich instrukcji w stylu: kierowca nie może przesiadać się na tylne siedzenie prowadząc auto, a dziś mamy to samo u siebie.

No więc przeczytałam, poza instrukcją obsługi lodówki (i lampek - również interesująca lektura :) ) także warunki ubezpieczenia i przejrzałam stawki odszkodowań i stwierdzam, że o ile składkę mi podnieśli, o tyle na odszkodowaniach zaoszczędzą. Bo ok, zgadzam się że za wypadek śmiertelny odszkodowania są coraz większe, ale z tabeli wynikają ograniczenia - nie za każdy wypadek i nie w każdym wieku. Dla przykładu - w pewnym wieku maleją odszkodowania za śmierć w wyniku zawału, a rosną za śmierć w wypadku komunikacyjnym. Widocznie starsze osoby są ostrożniejsze i rzadko kiedy w wypadkach giną. A młodsi, pałętający się po ulicach z nosami wlepionymi w smartfony, za wypadek nie dostaną za dużo (znaczy ich rodziny). Za to dostaliby za zawał, który - jak statystyki pokazują - nie zdarza się często. I tak mi z tych tabel ubezpieczyciela wychodzi, że trzeba nie tylko wiedzieć jak żyć, ale też jak, gdzie i kiedy umierać...

Co jeszcze z nowości? W zeszłym miesiącu wypróbowałam kilka przepisów na serniki. Bo serniki, to taka moja pięta Achillesowa. Prawie nigdy mi nie wychodzą. Rodzina więc miała sernikowy czerwiec. To nowość. Niestety nie wszystko było nowe - żaden nie wyszedł tak jak powinien :( No cóż, nie samymi nowościami człowiek żyje :)



piątek, 21 kwietnia 2017

Ostatnio, w ramach otwartości na nowe wyzwania, testów czy czego tam kto chce, zrobiłam sobie zielone pazurki. Opinie na ich temat są dwie:
1. och, jak fajnie, tak wiosennie,
2. yyyy, zaczynasz gnić (?!)...

Chyba nie muszę nadmieniać, że ta druga opinia to taka od serca, z mojego własnego domu, a ta pierwsza to od koleżanek... I komu tu wierzyć? Oceny są zbyt skrajne, żeby szukać prawdy gdzieś pośrodku... Chyba uznam na przyszłość bezpieczniej, że nie jest to mój kolor.

Tagi: PAZNOKCIE
16:22, mojeosobiste34
Link Komentarze (1) »
piątek, 03 marca 2017

Dwa tygodnie temu kupiłam karnet na basen i twardo trzymam się planu, żeby 3 razy w tygodniu pływać. Co prawda bywają chwile, kiedy serdecznie mi się nie chce, ale uparłam się. To i tak niewiele ruchu w porównaniu do czasu spędzanego w pozycji siedzącej. A o kręgosłup trzeba zadbać. No i może uda się trochę figurę poprawić przed wakacjami... Muszę tylko jeszcze wybrać się do fryzjera i zmienić fryzurę na wygodniejszą, bo tak na szybko pod suszarkami na basenie nie da się jej ogarnąć i wychodzę z szopą jakbym wsadziła palec do kontaktu. Niestety moje włosy wymagają odżywek i suszenia na szczotce, albo potraktowania prostownica do włosów. Bo, na marginesie, nie znoszę pływać w czepku. Zastanawiam się też czy sobie nie dobrać lekcji doskonalących pływanie, bo jak porównuję się do przeciętnych uczestników basenowego relaksu, to dochodzę do wniosku, że ja tak naprawdę nie potrafię pływać. Umiem tylko utrzymać się na wodzie przez chwilę machając jakoś tam kończynami.

Cieszę się, że dziś już piątek. Zwykle nie dołączam się do tego szaleństwa pod tytułem: piątek, piąteczek, bo co tu kryć - lubię chodzić do pracy. Ten tydzień jakoś jednak dał mi w kość. A może to ta pogoda... każdego dnia inna. Nie wiem, ale chcę odpocząć. Z tego co zapowiadają mogę mieć nawet nadzieję na powylegiwanie się na świeżym powietrzu z książką.

To by było tyle krótkiej notatki na koniec pracy, w oczekiwaniu na przygotowanie korespondencji, bo dziś moja kolej na przechadzkę na pocztę. Nie, żebym naciągała pracodawcę i blogowała w czasie, gdy powinnam pracować. Właściwie powinnam wyjść prawie pół godziny temu, ale inni się guzdrają, a ja z dobroci serca czekam :)

Miłego weekendu.

środa, 01 lutego 2017

Z braku czasu i ochoty do przepychania się między ludziskami na początku stycznia, a może również dlatego, że później są większe obniżki, wybrałam się na przechadzkę po sklepach dopiero wczoraj. Sądząc po sms-ach, które dostaję, rzeczywiście teraz jest najtaniej. Znalazłam trzy pary świetnych, pięknych butów na lekką zimę, w rewelacyjnych wręcz cenach. Wzięłabym wszystkie, gdyby nie to, że zostały same numery 35 i 36, czasem jeszcze 40 i 41, a ja mam bardzo standardową stopę o numerze 38... No i tyle było wczoraj z moich "butowych" zakupów... Niestety ciuchy z obniżkami też już były mocno przetrzebione, więc na pocieszenie wybrałam kilka z kolekcji wiosennej :)

Ostatnio mój niepokój wzbudza pewne dziwne zjawisko. Jak zjem kilka czekoladowych pralinek, zatykają mi się uszy. Nie na długo, ale jednak. Mam nadzieję, że nie mam predyspozycji do cukrzycy...

16:11, mojeosobiste34
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 stycznia 2017

Witajcie w Nowym Roku :) Wszystkiego najlepszego :)

Jak to ostatnimi laty bywa, Nowy Rok - nowa pogoda. Ma być w końcu zimowo, czyli tak jak powinno być w święta, ale nie było. Może chociaż teraz dzieci się nacieszą, a w sklepach nareszcie sprzeda się kilka sanek i ślizgaczy, zamawianych przez menedżerów właściwie nie wiem po co, bo tak sobie myślę, że raczej nikt tego nie kupuje... 

Jak widzę te prognozy to nabieram ochoty na bigos albo gołąbki ;) W zeszłym roku było tak ciepło, że ani razu ich nie gotowałam, bo jakoś tak kojarzą mi się zawsze z zimową rozgrzewką... Ciekawe czy naprawdę dotrą do nas te wielkie śnieżyce i mrozy, czy po raz kolejny prognozy i rzeczywistość rozminą się...

Dobrej nocy :)

Tagi: pogoda zima
22:44, mojeosobiste34
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 listopada 2016

Właśnie do mnie dotarło, że dokładnie za miesiąc będą święta... Jakoś na co dzień, zwłaszcza mając kalendarz przerzucony na listopad, o tym się nie myśli. A tak się zastanawiałam ostatnio dlaczego moja rodzicielka wspomina o wymienieniu mebli kuchennych. Zadziwiające jest to, że na co dzień jej nie przeszkadzają, ale od święta (czytaj: jak zjeżdża się rodzina), okazuje się nagle, że są już stare, oraz - standard: że lodówka jest za mała. Co prawda nie wyprodukowano jeszcze chyba lodówki do celów normalnej sprzedaży (przemysłowe i do restauracji tu pominę), która by pomieściła to co naszykuje na święta :) Na szczęście wszystko ładnie schodzi, a na chwilę schłodzić można w piwnicy, bez której nie wyobrażam sobie świąt u rodziców. Zresztą, zapewne jak co roku wyda tyle kasy na prezenty i prowiant, że projekt pt. nowe meble kuchenne będzie trzeba odłożyć na dalszą, bliżej nie określoną przyszłość.

A za kilka dni Andrzejki, choć w praktyce chyba wszyscy będą balować dziś i jutro :) Więc miłego imprezowania :) Ja niestety żadnego Andrzeja ani Angeliny nie znam (albo raczej z żadnymi nie utrzymuję kontaktów wystarczająco bliskich), więc muszę się obejść tradycyjnymi imprezami nie powiązanymi z imieninami.

Co jeszcze? W najbliższym czasie trzeba by się wybrać z dzieckiem do sklepu, żeby zrobić prezent mikołajkowy dla wylosowanego kolegi z klasy. Ostatecznie, przecież nie będę sama wybierać, żeby nie było, że kupiłam coś nudnego, czy oldskulowego ;)

środa, 12 października 2016

Czuję się niekomfortowo czytając co chwilę jakieś informacje jak to kolejne państwa w naszym regionie się zbroją. Cholera, bo jak już wydadzą te grube miliardy. to coś z tym dziadostwem będą musieli zrobić. Jakoś się tego pozbyć, żeby uzasadnić wydatki, żeby "arsenał" się nie zestarzał... Wyścig szczurów.

Jednocześnie - w związku z powyższym - czuję niesmak, że w ramach działalności choćby ONZ, społeczność międzynarodowa nie jest w stanie pomóc tak małemu krajowi jak Haiti.

Dobrze, że mam blisko do dwóch granic państwa... Gorzej, że całą kasę trzymam na koncie...

16:13, mojeosobiste34
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 września 2016

1 września i po wakacjach... No chyba, że jest się studentem to jeszcze miesiąc odpoczynku. Pod warunkiem oczywiście, że nie ma się jakiejś poprawki :)

Od jutra wszystko wróci do normy i do normalności. Miło sobie odpocząć latem, ale coraz bardziej doceniam tę normalność. Co prawda znowu trzeba będzie się rano użerać z dzieckiem, żeby wstało, zwłaszcza teraz - po wakacjach - trudno się będzie przestawić, ale mam już szczerze dość tej szarpaniny o siedzenie przed komputerem. Bo poza wyjazdami było tak: wstawał skoro świt po południu, szybkie mycie, śniadanko i sieciówka z kolegami + krocie wydane na pays of card'y. Przychodzę z pracy: "jadłeś obiad?". "Nie miałem czasu." Really? A później ciągłe próby wygonienia go na dwór i odpędzenia od kompa. Masakra. Aż chciałoby się krzyknąć: niech żyje szkoła! A po lekcjach będzie zasuwał na basen albo karate - w zależności od tego, którego dnia. Nie ma wychowywania kanapowco - komputerowca, nie zaradnego życiowo histeryka przywiązanego do gier i FB. Brr. 

Wczoraj wkurzywszy się, że przez dwa miesiące nie znalazł czasu na zrobienie porządku w rzeczach szkolnych i zarchiwizowanie zeszytów z zeszłego roku (książki musieli oddać, więc chociaż zeszyty trzeba przechować do egzaminów), wywaliłam wszystko z szafki i biurka, i kazałam zrobić z tym porządek. Boże, a takie to niedawno było poukładane dziecko. Nie poszedł spać dopóki nie miał wszystkich lekcji odrobionych porządnie i nie był spakowany i przygotowany na następny dzień. A od roku trzeba wszystkiego dopilnowywać jakbyśmy wrócili do najmłodszych klas podstawówki, tylko że wtedy szkolne obowiązki były nowością, a teraz... Nastolatek. Całe szczęście, że chociaż dba o higienę i swój wygląd. Wczoraj nawet zostałam poproszona wieczorem o przycięcie mu włosów (z usług fryzjerów jest niezadowolony, bo za krótko przycinają ;) a matkę można kontrolować). Na szczęście zaopatrzyłam się swego czasu w profesjonalne (choć bez przesady) nożyczki fryzjerskie i już dawno wydatek się zwrócił, a poza tym fajnie nimi się ścina.

Dziś mam wolne. Uniknęłam korków związanych z wyjazdami rozhisteryzowanych rodziców do szkół. Słowo daję - mam dziecko w gimnazjum, a mimo tego niektórzy rodzice jeżdżą jeszcze z dziećmi do szkoły na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego. Miny tych dzieci i ich unikanie, nawet wzrokiem, spotkania z rodzicielami w obecności rówieśników - bezcenne. "Zapomniał wół..."

Jesień, albo prawie jesień. Zależy jak na to patrzeć. I znów kusi mnie blond wpadający w jasnorudy, choć wiem, że jak się skuszę, to po pocieszeniu się nowością będę później żałować, że trudno się go pozbyć...

Jak co roku miałabym ochotę dziś na jakiś dobry film wojenny. Ale jak co roku - pewnie wybór będzie marny.

A niedługo miną 3 lata odkąd prowadzę bloga...

wtorek, 05 lipca 2016

Było tak: ledwo autokar ruszył niemal wszyscy rodzice krzyknęli: "yes, nareszcie wolność" ;) Dobrze, że dzieciaki tego nie słyszały :) Ba, niektórzy nawet zaśpiewali "wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni..." :) Ale teraz cisza i spokój w domu. Aż czuję się nieswojo... Dwa tygodnie wolnego.

12:56, mojeosobiste34
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 czerwca 2016

Matka pracująca i wracająca późno ogarnęła póki co obiady :) Gotuję je po prostu wieczorem - dania, które "mogą postać" np. zupy, gołąbki, gulasze, leczo, klopsiki, itd. po czym lądują w lodówce. Na drugi dzień, jak wrócę, albo wcześniej jak rodzinka zgłodnieje, są odgrzewane i nie ma już jedzenia obiadów o 19stej :) Ostatnio ugotowałam nawet ziemniaki, a na drugi dzień wrzucili na patelnię, posypali ziołami i podsmażyli. Ponoć były pyszne. No ja myślę, skoro się nie załapałam ;) Zresztą niektórych dań robię więcej, żeby były do odgrzania na dwa dni, a wtedy mam "wolne", znaczy mam czas, żeby np. poprasować zaległości. Całe szczęście, że ktoś wymyślił pralkę i zmywarkę :) Czekam jeszcze na automatyczne żelazko i poważnie zastanawiam się nad zakupem robota do odkurzania. Pewnie, że nie posprząta tak dokładnie jak człowiek, bo ja odsuwam meble, żeby wszystkie "koty" odkurzyć, a on się tam nie wgramoli, ale zawsze to będzie trochę lepiej.

W pracy wszystko w najlepszym porządeczku. Aż się boję tak pisać, żeby nie zapeszyć, bo różnie to bywa, ale jest naprawdę OK :) przynajmniej z mojego punktu widzenia, bo rodzinka oczywiście narzeka, że za długo mnie nie ma.

A wkrótce wakacje :)

Miłego dnia :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Tagi