RSS
piątek, 23 listopada 2018

Miałam nadzieję, że długa, ciepła jesień jeszcze trochę potrwa. Najlepiej tak do końca kalendarzowej jesieni :) ale nic z tego. Chyba trzeba będzie wyczyścić porządnie rower i schować go na zimę. Bo jednak, jak ostatnio sprawdziłam, nie jeździ się dobrze, gdy jest chłodno. Mogę jedynie podziwiać tych, którzy potrafią jeździć przez całą zimę. Ja jestem na to za dużym zmarzluchem.

I tylko zastanawiam się czym wyczyścić przerzutki, bo są nieźle zapiaszczone... Amortyzatorom też będę musiała się przyjrzeć.

Tagi: rower
10:33, mojeosobiste34
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 lipca 2018

Znowu długa przerwa po poprzednim wpisie... Z pływania wyszły nici. Zimę przespałam, przezimowałam, przebimbałam. Obrosłam trochę tłuszczykiem. Za to od kwietnia cieszę się piękną wiosną, którą spędzam co drugi dzień na rowerze. Oczywiście nie cały, ale wieczorna, godzinna czasem dłuższa przejażdżka sprawiła, że poczułam się super - dotleniona, szczuplejsza (waga też tak twierdzi), szczęśliwsza, ciesząca się lepszą kondycją. W końcu udało mi się zrobić coś dla własnego zdrowia i to bezkosztowo. Bo cóż kosztuje wyciągnięcie roweru i wybranie się na przejażdżkę? Nie inwestowałam w żaden profesjonalny strój, bo po co? Nie potrzebne są żadne karnety, bilety wstępu. Za to wybierając odpowiedni kierunek można się cieszyć lepszym powietrzem, z dala od ruchu samochodowego, wśród zieleni, pięknym słońcem i coraz ładniejszą opalenizną. Polecam :)

A kilka aplikacji motywujących do aktywności twierdzi, że jestem naprawdę niezła z tą moją konsekwencją :) Nie ma jak cudowne lato i rower.

Tagi: rower
16:26, mojeosobiste34
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lutego 2018

Zbliża się wiosna, więc mam dodatkową motywację, żeby zadbać o formę i wygląd. Dlatego robię kolejne podejście do regularnego pływania. Kupiłam karnet i mam nadzieję, że nie będą to głupio wydane pieniądze.

Na inny rodzaj aktywności nie mam albo czasu, albo ochoty. Cóż poradzić, zima :(

Tagi: pływanie
14:28, mojeosobiste34
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 stycznia 2018

Chyba muszę zmienić płyty w samochodzie. Ostatnio często słucham Mikromusic i na tyle utkwiła mi w głowie piosenka "Tak mi się nie chce", że rzeczywiście i szczerze nic mi się nie chce. Ogarnęło mnie kompletne lenistwo i nie chce mi się z niego wyrywać ;) Nawet pisać mi się nie chce, a za sukces uważam to, że w ogóle się zalogowałam z zamiarem napisania kilku słów. Skoro więc jednak je napisałam, wracam do słodkiego leniuchowania :) A coś więcej? Może jutro... a może pojutrze...

18:03, mojeosobiste34
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 grudnia 2017

Lubię smak cytrusów. Może nie uwielbiam, ale naprawdę lubię. Kojarzą mi się zdecydowanie ze świętami, z grudniem. Uwielbiam wtedy ich zapach. Przed mikołajkami prosiłam, żeby mi nie kupować żadnych słodyczy, ani drogich prezentów i że będę szczęśliwa gdy dostanę torbę pełną cytrusów. Założyłam - sama nie wiem czemu - że nie zostanę wysłuchana i dzień przed mikołajkami będąc w markecie, kupiłam sporą ilość pomarańczy, mandarynek i grejpfrutów. Ogromnie się zdziwiłam, gdy następnego dnia rano dostałam wielką torbę z mandarynkami, pomarańczami, grejpfrutami i pomelo... :) A że w zasadzie u mnie w domu tylko ja jem cytrusy, więc mój organizm od dwóch dni otrzymuje ogromną ilość witaminy C :) I jeszcze to trochę potrwa zanim się uporam z tą klęską urodzaju. Hmm, a jeszcze kilka dni temu stwierdziłam, że jem za mało owoców i warzyw... Jak to życie potrafi zaskakiwać nawet w tak banalnych sprawach :)

Za dwa tygodnie z małym hakiem, ŚWIĘTA :) A po nich dzień będzie się wydłużał... Czyż to nie cudownie?

13:28, mojeosobiste34
Link Komentarze (2) »
środa, 22 listopada 2017

Chyba się starzeję. To znaczy starzeję się na pewno każdego dnia i z każdą minutą, ale czasem jest to mniej, a czasem bardziej widoczne, czy też odczuwalne. Dziś rano "oświeciło mnie", że idę na coraz większą ilość kompromisów, co kiedyś mi się nie zdarzało. Niby teraz lepiej wiem czego chcę, a czego nie, ale często wybieram gorsze rozwiązania, na zasadzie, że lepiej mieć mniej, gorzej niż wcale. Czasem jest to uzasadnione, a innym razem wychodzi później, że jest to totalnie głupie i frustrujące. Żeby nie było, że gadam tak abstrakcyjnie i bez sensu, mały przykład. Kupiliśmy kiedyś wypasiony ekspres do kawy, takiej prawdziwej, którą ten ekspres zmieli i zaparzy pyszną kawkę. No i jeszcze podgrzeje i spieni mleczko do niej. Był używany intensywnie przez parę tygodni, a później dla zaoszczędzenia czasu tylko w weekendy. Ostatnio jeszcze rzadziej. Parę tygodni temu wymieniliśmy go na urządzenie "nie dla idiotów", albo "dla idiotów" - jak kto woli - czyli na taki mały ekspresik na kapsułki. Zyskałam sporo wolnej przestrzeni i urządzenie, którego używam, bo co prawda nie robi tak "ekskluzywnej" kawy, ale smaczną, szybko i bez problemów ze sprzątaniem. Niewątpliwie jest to kompromis, ale taki, który nam wyszedł na dobre (póki co). Co nie zmienia faktu, że jeszcze kilka lat temu wolałam rozwiązania lepsze, choćby były trudniejsze, bardziej czasochłonne, itd. Innym kompromisem było wyrażenie zgody na telewizor w sypialni. Wrrr... To był zdecydowanie zły pomysł. Nie dość, że teraz budzi mnie w nocy i muszę go wyłączać, gdy mąż już sobie smacznie śpi, to w dodatku nie mogę sobie spokojnie poczytać wieczorami. A przynajmniej nie w łóżku. Kiedyś nie zgodziłabym się na to, dziś... Kiedyś wykłócałabym się też do upadłego, że nie założę konta na fb, bo uważam to za stratę czasu, dziecinadę i w ogóle ingerowanie w moją prywatność, która jest moja i tylko moja. Dziś założyłam, bo tego wymagała szkoła dziecka... A właściwie kontakt z nauczycielami, innymi rodzicami, bycie na bieżąco z ogłoszeniami. Co prawda nadal potrafię się uprzeć, ale jakoś zwykle po prostu mi się nie chce. Kiedy dziecko sprzedawało swojego kompa kazałam mu przeformatować dysk, bo żadnych wielkich tajemnic tam nie było. Mąż, który ma hopla na punkcie tajności danych, już szukał informacji o demagnetyzacji dysków... Jasne, już widzę jak w to inwestuję. Ucięłam taką przesadę na początku i było po sprawie. Co prawda kusiło mnie machnięcie ręką i pozostawienie problemu chłopakom, ale ostatecznie pewnie ja bym musiała gdzieś jeździć i załatwiać, więc wyraziłam zdecydowany sprzeciw. A ponoć na starość ludzie robią się bardziej uparci. Ja odnoszę wrażenie, że robię się bardziej "rozlazła". Hmmm... Może to jednak jeszcze nie starość...



12:31, mojeosobiste34
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 października 2017

Wiele osób pewnie zastanawia się z powodu Halloween - świętować czy nie? Ja tego problemu nie mam, bo nie lubię ani przebieranek ani horrorów, zatem na żadną imprezę ani na żaden maraton filmowy się nie wybieram. Ale akceptuję to, że inni lubią się w tym dniu pobawić. Zawsze mam cukierki dla dzieciaków licznie przychodzących w tym dniu po łakocie. 

I wykazuję się kompletnym niezrozumieniem dla osób, które w imię własnych zasad i poglądów, próbują wykorzystując swój zawód, pozycję czy zajmowane stanowisko, by narzucić swoje zdanie innym. Tym bardziej, że uzasadnienie tego zdania jest zwykle tak idiotyczne i abstrakcyjne, że nie da się z nim dyskutować. Przynajmniej nie da się dyskutować używając racjonalnych argumentów, a na przekrzykiwanie się pod tytułem: "moja racja jest ważniejsza od twojej" nigdy nie mam ochoty.

No bo jak dyskutować z argumentami: to święto szkodzi Wszystkim Świętym? Czy jeśli ktoś ostatniego października ma urodziny, imieniny, rocznicę ślubu albo jakąś inną uroczystość, to nie może ich obchodzić, żeby nie zabijać ducha Wszystkich Świętych? Nie sądzę, żeby ktokolwiek zrezygnował z obchodzenia Wszystkich Świętych, bo obchodził Halloween.

Podobnie nie trafiają do mnie argumenty pt: mamy dziady. Brr... Rozumiem, że folklor wymaga ochrony, ale wolę wysłać dziecko po cukierki (dla dzieci liczą się tylko słodycze i zabawa polegająca na bieganiu w grupie innych dzieci po ciemku), niż na wywoływanie duchów. Jeśli zdarzają się nawiedzenia, to raczej ten staropolski zwyczaj im sprzyja niż zbieranie słodyczy.

Dziwi mnie też to nachalne twierdzenie choć nie wyrażone wprost, ale jednak po przejawach prawdziwe, że wszelkie święta "niekościelne" są złe. Złe są Walentynki, w sumie zły jest Sylwester, bo się na nim pije, a poza tym nawoływanie do uczestniczenia w wieczornej mszy w tym dniu i nakazanie chodzenia do kościoła dzień po raczej nie zachęca do hucznych imprez. Noc świętojańska (od świętego Jana) jest ok, noc Kupały już nie. W niemal wszystkie święta ustawowo wolne - poza 1 majem - zostało ustanowione jakieś święto kościelne. W Halloween nie i to chyba razi. Choć pojawiają się już i takie inicjatywy "oddolne". W sumie przykre to, że ludzie nie potrafią zaakceptować innego zdania.

Tagi: halloween
11:42, mojeosobiste34
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 lipca 2017

Nigdy nie grzeszyłam jakąś wyjątkową aktywnością na blogu, ale jednak od czasu do czasu coś napisałam. Tym razem okazuje się, że zrobiłam sobie urlop od kwietnia. No cóż, nie będę się tłumaczyć. Widocznie tak miało być. Tym bardziej, że poza porą roku niewiele się u mnie zmieniło. To znaczy, oczywiście, zmieniają się ciuchy, buty, zwyczaje żywieniowe, humor (zdecydowanie lepszy przy ładniej pogodzie)... Ba, nawet zmienił mi się gust muzyczny. A może nawet nie zmienił, tylko zatoczył kółeczko i wrócił trochę do dawnych lat...

Co tu jeszcze? Ostatnio zmieniło mi się ubezpieczenie ;) Nie bardzo miałam na to wpływ, a właściwie nie miałam żadnego poza możliwością rezygnacji, albo akceptacją zmian. Ale za to poczytałam sobie trochę o warunkach ubezpieczenia. To też u mnie nowość, bo do tego typu pism, podobnie jak do instrukcji obsługi mam duży dystans. A właściwie miałam - to kolejna zmiana. Bo zaczęłam czytywać także instrukcje obsługi. Zaczęło się od lodówki :) Przeczytałam, a jakże. Doszłam do wniosku, że osoby piszące te instrukcje albo są upośledzone umysłowo (nie obrażając osób upośledzonych, bo to choroba jak inne, tyle że co tu kryć, zmieniająca sposób postrzegania świata), albo adresują tekst do upośledzonych umysłowo, albo mają duże poczucie humoru... A może wszystko naraz. Jeszcze 10-20 lat temu śmialiśmy się z amerykańskich instrukcji w stylu: kierowca nie może przesiadać się na tylne siedzenie prowadząc auto, a dziś mamy to samo u siebie.

No więc przeczytałam, poza instrukcją obsługi lodówki (i lampek - również interesująca lektura :) ) także warunki ubezpieczenia i przejrzałam stawki odszkodowań i stwierdzam, że o ile składkę mi podnieśli, o tyle na odszkodowaniach zaoszczędzą. Bo ok, zgadzam się że za wypadki odszkodowania są coraz wyższe, ale z tabeli wynikają ograniczenia - nie za każdy wypadek i nie w każdym wieku. Dla przykładu - w pewnym wieku maleją odszkodowania za śmierć w wyniku zawału, a rosną za śmierć w wypadku komunikacyjnym. Widocznie starsze osoby są ostrożniejsze i rzadko kiedy w wypadkach giną. A młodsi, pałętający się po ulicach z nosami wlepionymi w smartfony, za wypadek nie dostaną za dużo (znaczy ich rodziny). Za to dostaliby za zawał, który - jak statystyki pokazują - nie zdarza się często. I tak mi z tych tabel ubezpieczyciela wychodzi, że trzeba nie tylko wiedzieć jak żyć, ale też jak, gdzie i kiedy umierać...

Co jeszcze z nowości? W zeszłym miesiącu wypróbowałam kilka przepisów na serniki. Bo serniki, to taka moja pięta Achillesowa. Prawie nigdy mi nie wychodzą. Rodzina więc miała sernikowy czerwiec. To nowość. Niestety nie wszystko było nowe - żaden nie wyszedł tak jak powinien :( No cóż, nie samymi nowościami człowiek żyje :)



piątek, 21 kwietnia 2017

Ostatnio, w ramach otwartości na nowe wyzwania, testów czy czego tam kto chce, zrobiłam sobie zielone pazurki. Opinie na ich temat są dwie:
1. och, jak fajnie, tak wiosennie,
2. yyyy, zaczynasz gnić (?!)...

Chyba nie muszę nadmieniać, że ta druga opinia to taka od serca, z mojego własnego domu, a ta pierwsza to od koleżanek... I komu tu wierzyć? Oceny są zbyt skrajne, żeby szukać prawdy gdzieś pośrodku... Chyba uznam na przyszłość bezpieczniej, że nie jest to mój kolor.

Tagi: PAZNOKCIE
16:22, mojeosobiste34
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 marca 2017

Dwa tygodnie temu kupiłam karnet na basen i twardo trzymam się planu, żeby 3 razy w tygodniu pływać. Co prawda bywają chwile, kiedy serdecznie mi się nie chce, ale uparłam się. To i tak niewiele ruchu w porównaniu do czasu spędzanego w pozycji siedzącej. A o kręgosłup trzeba zadbać. No i może uda się trochę figurę poprawić przed wakacjami... Muszę tylko jeszcze wybrać się do fryzjera i zmienić fryzurę na wygodniejszą, bo tak na szybko pod suszarkami na basenie nie da się jej ogarnąć i wychodzę z szopą jakbym wsadziła palec do kontaktu. Niestety moje włosy wymagają odżywek i suszenia na szczotce, albo potraktowania prostownicą do włosów. Bo, na marginesie, nie znoszę pływać w czepku. Zastanawiam się też czy sobie nie dobrać lekcji doskonalących pływanie, bo jak porównuję się do przeciętnych uczestników basenowego relaksu, to dochodzę do wniosku, że ja tak naprawdę nie potrafię pływać. Umiem tylko utrzymać się na wodzie przez chwilę machając jakoś tam kończynami.

Cieszę się, że dziś już piątek. Zwykle nie dołączam się do tego szaleństwa pod tytułem: piątek, piąteczek, bo co tu kryć - lubię chodzić do pracy. Ten tydzień jakoś jednak dał mi w kość. A może to ta pogoda... każdego dnia inna. Nie wiem, ale chcę odpocząć. Z tego co zapowiadają mogę mieć nawet nadzieję na wylegiwanie się na świeżym powietrzu z książką.

To by było tyle krótkiej notatki na koniec pracy, w oczekiwaniu na przygotowanie korespondencji, bo dziś moja kolej na przechadzkę na pocztę. Nie, żebym naciągała pracodawcę i blogowała w czasie, gdy powinnam pracować. Właściwie powinnam wyjść prawie pół godziny temu, ale inni się guzdrają, a ja z dobroci serca czekam :)

Miłego weekendu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Tagi